Politics

Pseudoksiądz oskarżony o doprowadzenie do śmierci 12 podopiecznych – Wprost




Karierę Marka N., 48-letniego diakona niewielkiego Kościoła Starokatolickiego RP, reporterzy Uwagi! śledzą niemal od początku, czyli ponad 20 lat. Podający się za księdza mężczyzna w różnych miejscach Polski otwierał domy opieki dla osób schorowanych i samotnych. Gdy rozmawialiśmy z nim pierwszy raz, twierdził, że pomaga ludziom z dobroci serca.


– Zajmuję się osobami starszymi, bo są porzucone przez rodziny i państwo. To jak z małym dzieckiem, które potrzebuje miłości drugiej osoby – tłumaczył. – Mówił o sobie z emfazą, duchowością. Jawił się jako osoba, która ma misję życiową, w której nie chodzi o pieniądze, prowadzenie biznesu, tylko o to, by nieść ulgę i pocieszenie, jak ksiądz – mówi Aleksandra Tudyka-Kołoch, dziennikarka TVN.

Maska szybko opadła


Reporterka Uwagi! TVN ustaliła, że za działaniami Marka N. kryły się próby przejęcia majątku kolejnych starszych osób. W prowadzonych przez siebie domach diakon znęcał się nad podopiecznymi, według świadków bił ich i nękał psychicznie. Normą był brak jedzenia oraz opieki medycznej. Gdy N. rozmawiał z reporterką, był już skazany za uprowadzenie dwóch kobiet i sprzedaż ich majątku. Biegli psychiatrzy stwierdzili u mężczyzny patologiczną skłonność do kłamstwa.


– Marek N., będąc dzieckiem, trafił do sióstr zakonnych. I one opowiadały, że miały z nim od początku bardzo duże problemy. Będąc nastolatkiem, zdobył szaty duchownego, przebierał się za księdza. I robił kwesty uliczne. Zbierał do puszki na wymyślone przez siebie cele charytatywne – opowiada Aleksandra Tudyka-Kołoch.


– Jak go poznałem, uderzyła mnie jego pewność siebie. Sprawiał wrażenie, jakby się nikogo nie bał, jakby był bezkarny – mówi Maciej Wójcik, reporter TVN. I dodaje: – Ważny był też jego strój. Jak go widziałem, był w koszuli, ręce miał splecione na brzuchu, jak robi to wielu duchownych i miał koloratkę lub wpięty jakiś element chrześcijański.

Uwaga! TVN: Tak działała “wykańczalnia”


Po reportażach Marek N. został po raz kolejny skazany, tym razem za znęcanie się nad podopiecznymi. Wymierzona kara to półtora roku więzienia w zawieszeniu. Po kilku latach wrócił do działalności, wciąż bazując na odwiecznym problemie przepełnienia publicznych domów opieki. Szpitale i gminy chętnie umieszczały w jego ośrodkach samotnych pacjentów, którymi nikt nie chciał się zająć. W 2016 roku dostaliśmy sygnał, że w Zgierzu pod Łodzią istnieje tak zwany Dom Schronienia, nazywany w okolicy “wykańczalnią”.


Wówczas Marek N., pojawiający się w stroju duchownego, znów przechytrzył urzędników. Całodobowy dom opieki zarejestrował jako niewymagającą zezwoleń „noclegownię” i żaden z kontrolujących placówkę organów go nie zdemaskował. Urzędnicy w końcu zareagowali: wojewoda ewakuował pacjentów i zamknął dom opieki Marka N., a samozwańczego księdza aresztowano. Niestety, dla części podopiecznych pomoc przyszła zbyt późno.


– U 43 podopiecznych doszło do powstania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu. Następstwem w przypadku dwunastu z tych osób była śmieć – mówi Krzysztof Kopania z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.


– Policja i straż miejska przywoziła tych ludzi jak psy. Owszem, ja nikomu, Wysoki Sądzie nie potrafiłem odmówić przyjęcia. Ale skoro lekarze… nie ja, bo ja nie jestem lekarzem… – tłumaczył N. przed sądem.

Mężczyźnie grozi 12 lat więzienia


Prokurator ustalił, że Marek N. i tym razem znęcał się nad podopiecznymi, przejmował też między innymi pieniądze z kredytów zaciąganych przez pacjentów za jego namową. W procesie, który właśnie rozpoczął się w Łodzi, grozi mu tym razem 12 lat więzienia.


Mężczyzna na sali sądowej nie przyznał się do zarzutów. – Ja się tymi ludźmi nie zajmowałem. Nie wiem, co się działo w obiekcie. Wiem tylko tyle, że było pijaństwo, łajdactwo i prostytucja prowadzona przez Kościół i Patryka… z biskupem… i Henrykiem… – mówił N.


Dziś Marek N. przerzuca winę za organizację nielegalnej placówki i śmierć podopiecznych na współpracowników z niszowego kościoła, między innymi biskupów: nieżyjącego Marka K. oraz Wojciecha K., skazanego wcześniej dwukrotnie za pedofilię. – Wszyscy przesłuchani w sprawie świadkowie, w tym osoby, które z nim współpracowały, zgodnie zeznały, że wszystkie decyzje, które dotyczyły Domu Schronienia, podejmował Marek N. – mówi Joanna Bednarska z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.


W pierwszej części procesu Marka N. sąd w Zgierzu zajmował się sprawą kilku pokrzywdzonych z Domu Schronienia. Meżczyzna został skazany na 4 lata więzienia. W procesie, który teraz zaczął się w Łodzi, Marek N. zaproponował pod koniec rozprawy, że przyzna się do winy i dobrowolne podda karze, ale prokuratura nie zgadza się, by wyrok był niski i do porozumienia najprawdopodobniej nie dojdzie.


Czytaj też:
Uwaga! TVN: Wille we Włoszech, mieszkania za miliony. Kim są czołowi propagandyści Kremla?





Source link

Leave a Reply

Your email address will not be published.