News

Nastolatki o tym mówią, a maluchy dzień w dzień płaczą i chcą na Ukrainę


 – Chcieliśmy po prostu zaoferować naszym gościom, ale też innym uchodźcom, którzy znaleźli się w gminie Stary Zamość jakąś odskocznię od codzienności. Coś miłego, co sprawi, że się uśmiechną, może zrelaksują, że choć na chwilę zapomną o wojnie – mówi Justyna Zielińska-Mróz, menadżerka Dworu Udrycze.

Niczego nam nie brakuje

To komfortowy pensjonat zlokalizowany w XVIII-wiecznym zespole dworsko-pałacowym Kickich, w którym kiedyś funkcjonowała szkoła. Turystyczny obiekt stał się schronieniem dla grupy siedemnaściorga uchodźców, kobiet i dzieci. W czwartkowej imprezie wzięły też udział uchodźczynie mieszkające w remizie OSP w Wisłowcu. – Jest nas 15, przyjechałyśmy już 28 lutego z rejonu lwowskiego – opowiada Tatiana, któa najlepiej spośród wszystkich posługuje się językiem polskim. Podkreśla, że mają wszystko, czego im potrzeba. Mieszkają razem w dużej sali, są łazienki, kuchnia, są Polacy, którzy stale się nimi opiekują. To panie Basia, Agnieszka, Dorota i pan Andrzej. – Dbają o nas, robią zaopatrzenie. Wozili nas też do Zamościa na wycieczkę do zoo i do McDonalda – mówi Tatiana.

Tęsknimy za Ukrainą

Na nic nie narzeka, na nic się nie skarży, ale… tęskni za Ukrainą. Wszystkie kobiety tęsknią, wszystkie dzieci tęsknią. Nastolatki o tym mówią, a maluchy po prostu dzień w dzień płaczą i chcą do domu. Choć wojna im nie grozi, to do szczęścia jest daleko. – Każdy dzień zaczyna się od sprawdzenia, czy to przypadkiem nie jest już koniec wojny. Ale go nie widać – martwi się Tatiana. – To bardzo ciężkie jest życie, nikt tego nie pojmie, kto nie przeżył. Że martwisz się o swoją rodzinę, o swój kraj, że chcesz się znaleźć w swoim domu, wypić kawę ze swojego ulubionego kubka, pójść na spacer w ulubione miejsce – wylicza inna z kobiet. Ale sytuacja wygląda tak, jak wygląda. Rano trzeba więc wstać, umyć się, ubrać, obudzić dzieci, zjeść śniadanie, ugotować obiad. – Żeby chociaż jakaś robota byłą, można by mniej myśleć o niedoli, ale nie ma. A mogłybyśmy robić wszystko: dom prowadzić, sprzątać, gotować, w polu pomóc – dorzuca Oksana.

Nastia, Daria i Valeria mają szkołę, ukraińską, uczą się zdalnie, bo w remizie w Wisłowcu jest web. Czy coś im się w Polsce podoba? – Jest dużo dobrych ludzi – odpowiada Nastia. Coś jeszcze? Zastanawia się. Dziewczynki nie miały okazji poznać swoich polskich rówieśników, ale też specjalnie o to nie zabiegały. – My chcemy wracać do domu, tam mamy swoich przyjaciół – mówi Daria.

Wracam do domu

Taki sam plan ma Julia, która z mamą i małym synkiem uciekła z Łucka. Mieszkają w Dworze Udrycze. Warunki są tam naprawdę komfortowe, ale… – Jeszcze dwa, może trzy tygodnie tu będziemy i wracamy, jeżeli tylko Białoruś do wojny się nie włączy i nas nie zaatakuje – zapowiada młoda Ukrainka. Raz, że po prostu tęsknią za domem, a dwa, że matka Julii ma w Łucku swoją firmę. Chciała być z córką, więc zawiesiła działalność, ale długo tego ciągnąć nie może. – Bo pieniędzy nie ma, a rachunki wszystkie trzeba zapłacić – wyjaśnia Julia.

Na czwartkowe „Polsko-ukraińskie powitanie wiosny” przygotowała piosenkę ”Ukraina to ja”. Śpiewała ją drżącym głosem, a siedzące na widowni kobiety płakały. Julii towarzyszyły w tym występie dzieci Ania, Mariana i Kirył, które także mieszkają w udryczach. Maluchy przygotowały jeszcze jeden utwór. – Prosimy w tej piosence dorosłych, żeby zatrzymali zło. Wtedy dzieci będą szczęśliwe, bo wszędzie będzie słońce – tłumaczą mali uchodźcy.

Czwartkowa impreza udała się w 100 procentach. Poza artystycznymi prezentacjami, nie tylko gości z Ukrainy, ale też miejscowego zespołu Udryczanki, był też czas na rozmowy, na żarty, przygotowano animacje dla dzieci. Zorganizowano również poczęstunek dla wszystkich. Udział w wydarzeniu wzięli również przedstawiciele władz gminnych i powiatowych, pracownicy pomocy społecznej, wolontariusze i strażacy.





Supply hyperlink

Leave a Reply

Your email address will not be published.