Market

Na wsparcie kredytobiorców trzeba kilku miliardów złotych, banki sięgną po nie do naszych kieszeni – Finanse




Wszystkiemu winny Putin


Dodatkowo Mateusz Morawiecki zapowiedział powstanie „Funduszu Pomocowego”, który miałby zostać dofinansowany przez banki kwotą co najmniej 3,5 mld zł. Nie wiadomo jednak, czemu dokładnie miałby on służyć i do kogo miałby być skierowany. – W retoryce PiS za wszystko, co złe w polskiej gospodarce, odpowiada Putin, a nie wcześniejsza polityka rządu i banku centralnego, propozycje wsparcia weszły więc w skład „Tarczy Antyputinowskiej” – podkreśla Marcin Zieliński, ekonomista Discussion board Obywatelskiego Rozwoju.


Zwraca jednak uwagę, że pochylając się nad rzekomo ciężkim losem kredytobiorców, nie uwzględniono interesów wszystkich klientów banków, w tym deponentów, którzy otrzymają niższe odsetki od swoich lokat, i potencjalnych kredytobiorców, którzy zapłacą wyższe marże. Zupełnie zignorowano też akcjonariuszy instytucji finansowych, w tym członków otwartych funduszy emerytalnych, drobnych inwestorów indywidualnych, uczestników funduszy inwestycyjnych i programów emerytalnych z trzeciego filara (IKE, IKZE, PPE, PPK).


– Trzeba też dodać, że uderzenie w zyski banków ograniczy wpływy z płaconego przez nie podatku dochodowego od osób prawnych, straci więc budżet i my wszyscy – wyjaśnia ekspert. – Nie mówiąc o tym, że gdy rząd przedstawiał swój pomysł indeks WIG – Banki spadł o 5,8 proc. Szacujemy, że tego jednego dnia z powodu przeceny banków oszczędności Polaków w OFE stopniały o około 2,4 mld złotych – dodaje.



Zapłaci financial institution, czyli Pan i Pani


Marcin Zieliński zaznacza, że rząd tak skonstruował wsparcie, że właściwie cały jego koszt miałby ponieść sektor bankowy, który – jak donoszą media, może osiągnąć w tym roku rekordowy zysk – nawet na poziomie 20-25 mld zł netto. Nominalnie takiego zysku netto polski sektor bankowy faktycznie nigdy wcześniej nie osiągnął, ale rentowność banków wciąż pozostaje relatywnie niska – przy takim poziomie zysku netto rentowność kapitału własnego ROE sektora bankowego wyniesie w granicach 10-12,5 proc. – czyli o wiele mniej niż przed kryzysem finansowym w 2008 roku, gdy ROE przekraczał 20 proc. i o wiele mniej niż dla spółek z innych sektorów (np. Orlen i Lotos w 2021 roku miały ROE powyżej 20 proc.).


– To nieprawda, że sektor bankowy jest szczególnym beneficjentem polityki PiS – w latach 2015-2021 ROE sektora był niższy niż 10 proc., a w 2020 roku ujemny – przekonuje ekonomista FOR. – Od 2024 roku będzie obowiązywać wynikający z przepisów dotyczących przymusowej restrukturyzacji wymóg MREL w docelowej wysokości. NBP szacuje, że w sektorze mogą występować niedobory sięgające około 15 mld zł – dodaje.


Nie wyklucza więc, że koszty wsparcia kredytobiorców banki przerzucą na pozostałych klientów, np. w postaci wzrostu prowizji i marż nowo udzielanych kredytów. Zamrożeniu stawek WIBOR towarzyszyłoby też zapewne zamrożenie oprocentowania lokat, które powoli, ale jednak rośnie. Ograniczona zostałaby też dostępność kredytów hipotecznych dla osób, które dopiero planują zakup nieruchomości.



Pomoc kierowana de facto do nienajbiedniejszych


– Orędownicy zamrożenia stawek WIBOR bezrefleksyjnie powtarzają, o ile w ostatnich miesiącach wzrosły raty kredytów hipotecznych, nie przedstawiają jednak pogłębionych analiz sytuacji materialnej kredytobiorców – tłumaczy Marcin Zieliński. – Żeby otrzymać wysoki kredyt, jaki zwykle zaciąga się na zakup nieruchomości, trzeba mieć wysoką zdolność kredytową. Żeby mieć wysoką zdolność kredytową, trzeba mieć wysokie dochody. Pomoc miałaby być kierowana do wszystkich kredytobiorców hipotecznych. Tymczasem w czasie, gdy stawki WIBOR były rekordowo niskie, zawarto zaledwie 13 proc. wszystkich czynnych umów kredytowych – dodaje.


Zaznacza też, że kredytobiorcy, którzy wzięli kredyty przed pandemicznymi obniżkami stóp, żeby kupić o wiele tańsze niż obecnie nieruchomości, przez długi czas korzystali na obniżkach stóp, dzięki czemu płacone przez nich raty były w kolejnych miesiącach przeciętnie niższe niż na początku.



Kredytobiorco, pomóż sobie sam


W ocenie ekspertów – nawet jeśli jakaś część kredytobiorców może nie być w stanie udźwignąć obecnych obciążeń, nie oznacza to, że wsparcie należy się każdemu, kto w ciągu ostatnich kilkunastu lat zaciągnął kredyt. Tym bardziej że – jak podpowiadają doradcy kredytowi Lendi – istnieją skuteczne sposoby na obniżenie raty kredytowej. Przede wszystkim można refinansować kredyt – oznacza to w praktyce przeniesienie zobowiązania do innej instytucji, która zaoferuje niższą ratę kredytu.


– Jeśli klient, który podpisał umowę z marżą kredytową 2,8 proc., a financial institution na ten second ją obniża – na przykład do 1,8 proc., przeniesie zobowiązanie do innego banku, to przy kredycie na kwotę 300 tys. na 30 lat, odnotuje spadek miesięcznej wysokości raty o około 210 zł – wylicza Agnieszka Łuczak, ekspert kredytowy Lendi. – W rezultacie zaoszczędzi on rocznie ponad 2 520 zł. Pamiętajmy o tym, że umowa kredytowa składa się nie tylko z marży kredytowej i z WIBORU. Dotyczy ona również szeregu ubezpieczeń czy prowizji za wcześniejszą spłatę, co ma wpływ na koszt kredytu – dodaje.


Innym sposobem jest wydłużenie czasu kredytowania – w sytuacji, gdy mamy do czynienia ze stale rosnącą inflacją, a co za tym idzie również rosnącymi stopami procentowymi, dobrym rozwiązaniem na zmniejszenie raty kredytowej jest wydłużenie czasu kredytowania.



Czas kredytowania zawsze można wydłużyć


– W przypadku kredytu, przykładowo na 20 lat, gdy rata jest rzeczywiście dla klienta obciążeniem, zawsze może on zwrócić się do swojego banku z propozycją wydłużenia okresu kredytowania, np. do 30 lat – podpowiada ekspert. – Z pomocą ekspertów kredytowych mogą sprawdzić, czy wydłużenie okresu kredytowania będzie opłacalne i czy rzeczywiście korzystniejszy nie będzie w danym momencie wybór refinansowania kredytu – również wydłużającego okres kredytowania. To też jesteśmy w stanie sprawdzić – dodaje.


Jeśli klient ma downside ze spłatą danego zobowiązania, wynikający np. z pogorszenia sytuacji finansowej lub życiowej, może restrukturyzować kredyt. W takim wypadku financial institution proponuje kredytobiorcy aneks do umowy kredytowej, w którym oferuje możliwość wydłużenia okresu kredytowego, zmiany oprocentowania, zmniejszenia rat w danym okresie, a następnie zwiększenia tych końcowych (tzw. raty balonowe) czy też zawieszenia spłaty rat na określony czas.


– Wszystkie te działania mają na celu zmniejszenie raty kredytowej i pomoc klientowi w spłacie zobowiązania. Każdy financial institution rozpatruje daną sytuację indywidualnie – zaznacza Agnieszka Łuczak.



Różne oferty, różne możliwości


Obecnie – w przypadku większości ofert – klienci mają możliwość wyboru finansowania kredytu z oprocentowaniem stałym na 5 lat. Istnieje również oferta Alior Banku, która pozwala na zaciągnięcie kredytu z oprocentowaniem stałym na 7 lat. Nową propozycję przedstawił także BNP Paribas Financial institution Polska, który poinformował o wprowadzeniu kredytu mieszkaniowego z 10-letnią stałą stopą procentową, co jest pierwszą tego typu ofertą na polskim rynku.


– Do 20 kwietnia, czyli uwzględniając WIBOR 3M na poziomie 5,57 proc., zestawiając oprocentowanie zmienne, które wynosi – przy założeniu 20 proc. wkładu własnego i kredytu na kwotę 300 tys. zł – już 7,26 proc., z oprocentowaniem stałym, wynoszącym obecnie, w zależności od oferty banków między 6,94, a 8,28 proc., średnio około 7,50 proc., różnica między ofertą stałego i zmiennego oprocentowania jest już niewielka – wyjaśnia Natalia Bihun, ekspert kredytowy Lendi.


Przypomina, że po ostatniej podwyżce stóp procentowych w kwietniu, oferty zmieniły się na tyle, że zrównały się niezależnie od tego, czy rozważamy oprocentowanie stałe, czy zmienne. Zamrożenie oprocentowania na 5 lat daje nam jednak sporą przewagę – kupujemy sobie 5-letni spokój od podwyżek rat.


Pamiętajmy też, że wprowadzenie programu kredytu z gwarancją wkładu własnego daje nowym kredytobiorcom możliwość zaciągnięcia kredytu bez wkładu własnego. Projekt wchodzi w życie w maju 2022 roku.


Nowy program na pewno będzie pomocny dla klientów, którzy nie posiadają środków na wkład własny – uważa Natalia Bihun. – Pojawia się natomiast pytanie, w jakim stopniu to wsparcie wystarczy i czy klienci rzeczywiście zakwalifikują się do programu, biorąc pod uwagę ograniczenia limitu cen transakcji i limitu gwarancji oraz maksymalnej ceny za 1 metr kwadratowy. Ogromną zaletą programu będzie możliwość otrzymania środków na poczet nadpłaty zaciągniętego kredytu z racji urodzenia drugiego dziecka oraz pojawienia się kolejnego potomstwa – dodaje.



Supply hyperlink

Leave a Reply

Your email address will not be published.